Dzień 1, czyli Grecja…

Saloniki -> Nea Vrasna, ok. 89 km, 713 m up.

W Salonikach lądujemy w sobotę rano, odbieramy rowery i skręcamy je na lotnisku, licząc, że ogarnięcie transportu dla samych walizek (które po wyjęciu rowerów są jednak mniejsze, niż wypełnione szpejem) będzie łatwiejsze… nic z tego. Ostatecznie wołamy dwie taksówki, które przewiozą bagaże do hotelu, z którym mamy dogadane przechowanie (bo tam mamy ostatni nocleg, przed powrotem), a my możemy w końcu ruszyć w trasę. 

Zwłaszcza, że jest już południe, a trzeba się jeszcze przebić przez przełęcz przy górze Kissos. Wyjazd z dużego miasta jest jak prawie każdy wyjazd z dużego miasta, kto raz jechał, wie, jak to jest więc opisywać nie trzeba. Zauważalne jednak jest to, że auta mijają nas ze sporym zapasem, bardzo to miłe ze strony kierowców (i od razu dodam, że przez całe ponad 800 km nie przydarzy się nam żadna stykowa sytuacja – no dobra, jedna, ale wrócę do niej, jak będziemy już w Macedonii). Foty na przełęczy i zjazd w dół w kierunku jeziora Koroneia. Tam łamiemy ślad, bo okazuje się, że ładnie nam poszło z podjazdem, nikt się nie lenił, więc mamy czas na obiad. Wbijamy więc w wiosce Agios Vasileios do restauracji, wywołując lekkie zaciekawienie lokalnych bywalców i weryfikujemy – po raz pierwszy – co znaczy mieć czas na obiad. Bo schodzi nam na niego dobre 1,5h…

No dobra, jechać trzeba, choć siedzi się wybornie… na szczęście pozostałe blisko 60 km to trasa z górki (leciutkiej, ale zawsze) i teoretycznie z wiatrem. Dojeżdżamy więc na nocleg na Zatoką Strymońską w miejscowości Nea Vrasna o całkiem rozsądnej porze. Właściciel pensjonatu i restauracji czeka uradowany… bo zdaje się, że jest jeszcze mocno przed sezonem i cieszą go nasze euraski wydane na nocleg.

Ogarniamy się, i idziemy na kolację i wino, bo choć restauracja ma być czynna, jak długo będziemy chcieli, to jednak nie chcemy nadużywać gościnności. Ale jakby ktoś szukał czegoś w okolicy do spania i dobrego jedzenia… to Sophia Seaview & Restaurant ma moją (naszą) rekomendację…

A jechaliśmy tego dnia mniej więcej tak...