I KMT (1-2.08.2015)

Historia KMT, czyli Kórnickiego Maratonu Turystycznego zaczęła się prawie tak. Prawie, bo od tego I KMT, zorganizowanego przez Krisa i Rapsa w czasach, gdy KBR był dopiero w planach (a może właśnie dzięki KMT zaczęły te plany dotyczące KBR kiełkować… who cares…). Zatem tak zaczęła się historia Kórnickiego Maratonu Turystycznego.

Anyway, stało się wówczas tak, że w 2014 roku Kris rzucił się z motyką na słońce i przejechał I Maraton Podróżnika (w natłoku setek imprez rowerowych, które są dziś dostępne – wpis ten pojawia się po 10 latach o pierwszego KMT – MP był wtedy dla wielu adeptów rowerowych maratonów takim wyjątkowym  przyczółkiem ultrakolarstwa) i wpadł na pomysł, że taką imprezę da się przeprowadzić w Wielkopolsce. Dlaczego wpadł? A bo kolejna edycja (czyli druga) Maratonu Podróżnika miała się odbyć w Tatrach. A w górach płasko nie jest, więc nie każdy da sobie radę. O słowa do słowa, wymyślił trasy, a Raps zorganizował sponsoring na medale i żarełko. I tak to poszło. Mieli razem pojechać z innymi tenże maraton…

Długo by opowiadać. Jest w tej historii OTB + złamany obojczyk na Makowskiej, jest dojazd z Łodzi na rowerze na maraton + przejechany KMT + powrót na kołach do Łodzi, jest jazda z sakwami na mtb ze średnią ponad 30 km/h (bo koledzy z grupy startowej patrzyli na mtb-owca wyniośle z tych swoich szos). I całe mnóstwo wspomnień. Dziś już nie ma tego miejsca, gdzie wypadł postój obiadowy na trasie. Nie ma też z nami Emesa, który inspirował wielu (w tym piszącego te słowa) do zwiedzania świata na rowerze. Pozostały fotki, pewnie niektórzy mają też medale w swoich kolekcjach. 

I pozostał KMT, jak co roku w pierwszy pełny weekend sierpnia.